wtorek, 25 października 2016

#2 Malezja: i jej słodkości

Podstawową informacją dla każdego turysty jest to, że Malezyjczycy kochają jedzenie, ponad wszystko! Często słyszy się tu zamiast „Jak spędziłaś weekend?” „Co dobrego jadłaś?”…




Na sam widok reszty zdjęć... Sami zobaczcie!

...

Wsiadając z samolotu w Kuala Lumpur byłam przygotowana na wiele. Reaserch zrobiony przed wyjazdem nie wystarczył jednak, by uspokoić moje kubki smakowe. A te oszalały na widok straganów obsypanych kolorowymi sklejkami z ryżu, różnobarwnymi naleśniczkami, rollsami i ciastkami. Do tego tak zwane „mammaki”- uliczne budki i przybudówki  prezentujące szeroki wybór dań, oczywiście bez angielskiego menu..skąd ja miałam wiedzieć co to do cholery jest nasi lemak, mee yawa, roti, tandori czy inne dziwaczne nazwy wysypujące się z ust tubylców?! Po miesiącu jednak nauczyłam się podstaw, a wiedza o kulinarnych upodobaniach tam panujących osiągnęła zadowalający poziom.

Żeby nie popaść w chaos, zacznę od najlepszego czyli malajskich słodyczy. Co dla przeciętnego europejczyka może wydawać się dziwne ? Ano fakt, że nie znajdziecie tutaj praktycznie nic z czekolady! Powód ? Bardzo prosty, ciężko skonsumować ten produkt przy temperaturze 35 stopni. Zamiast tego stoiska uginają się pod wiórkami kokosowymi, gęstym cukrem palmowym, kruszonym lodem z dodatkiem mleka sojowego czy mięciutkimi słodkimi bułeczkami, wypełnionymi czerwoną fasolą, kukurydzą czy kaya, malajskim dżemem kokosowym robionym na jajku…


No to zaczynamy ! :

                                                                               1.

Po lewej: egg tarts- ciasteczka nadziane słodką kremową jajeczną masą o wyczuwalnej nucie wanilii. 
Po prawej: cheese tarts- numer jeden do spróbowania! Słodkie serowe nadzienie z lekkim aromatem parmezanu i wanilii wylewające się na brodę po nagryzieniu spieczonej skorupki.Mniam...  
Oba cudeńka najlepiej konsumować na ciepło, kiedy środek nadal jest płynny i przyjemnie ogrzewa podniebienie...


2. Kuih
czyli malezyjskie ciasteczka, w większości składające się z klejącego ryżu i galaretek ale spotykane również w innych formach.


Kuih ketayap- naleśniczki które zieloną barwę zawdzięczają liściom pandan, w środku nadzienie z kokosa i cukru palmowego. Najlepsze jadłam na little india- dzielnicy indyjskiej w KL. 


Na lewo: Seri muka- dzielą się na dwie warstwy, górna z galaretowatego puddingu z liści pandan, a dolna z kleistego ryżu. Przepyszne!
Prawy dolny: również odmiana kuih- z warstwami puddingu ze słodkich ziemniaków i ryżem pośrodku.
Prawy górny: Kluski z mąki ryżowej otoczone w cukrze pudrze nadziane miazgą z orzechów i cukru palmowego. Uwaga! Rozlatują się jeśli nie zjecie ich na raz.



A to klejący się pudding z fasolą i kawałkami orzechów w środku. Najlepszy! ( do tego nie przesłodzony więc mój umysł żywieniowca tym bardziej go zaakceptował)

Na stoiskach znajdziecie również ondeh ondeh- gotowane, zielone kuleczki z mąki ryżowej, ekstraktu z liści pandan, nadziane płynnym cukrem palmowym i otoczone w wiórkach kokosowych. Must eat w Malezji! Wybuchają tą słodką masą po nagryzieniu!


3.

Bułeczki robione na parze dostępne na stoiskach z dim sum'ami. Ciekawa konsystencja i płynne nadzienie o różnych smakach ( na zdjęciu: kukurydza i liście pandan).

Dodatkowo moim faworytem były, do złudzenia przypominające nasze kluski na parze, pełnoziarniste bułeczki Pau nadziane słodką kukurydzą ( lub czeroną fasolą czy wspomnianą na początku kaya'ą ). Ciężko zjeść na raz tylko jedną, są niesamowite!


4.

Desery na bazie skruszonego lodu z dodatkiem mleka sojowego, podane z kuleczkami z grass jelly, czerwoną fasolą i kluskami z matcha. Do dostania w sieci kawiarnii snowflakes. Może nie w 100% malezyjskie danie (pochodzenia z Tajwanu) ale warte polecenia i łatwo dostępne w KL.


5.

Apam balik- grube naleśniki przełożone nadzieniem z pokruszonych orzechów, nasączone miodem i super chrupiące. Na nocnych marketach, można dostać również z dodatkiem banana czy czekolady. Polecam jednak tradycyjne. Na chinatown, sprzedaje je starszy Pan i lepszych nie jadłam.


6.


 Mooncake-  czyli mokre zbite ciasto, a raczej masa z żółtkiem jajka w środku (stąd w ich nazwie księżyc). Dostępne w czasie trwania święta Środka Jesieni, które miałam szczęście zobaczyć.


7.
Cendol- lekko słodkie, przyjemnie rozpływające się w ustach cienkie galaretki z mąki z zielonego groszku. Pod nimi kruszony lód z mlekiem kokosowym z dodatkami według uznania sprzedawcy (najczęściej jest to masa z czerwonej fasoli)

8.

Woda z trzciny cukrowej- obok tej z kokosa mój ulubiony napój! Umieszczam go w tym poście dzięki jego naturalnej słodyczy. Idealnie orzeźwia i łagodzi skutki ostrych potraw ;)

Ktoś z was odwiedził również ten cudowny kawałek świata i podzieli się ze mną swoimi spostrzeżeniami odnośnie słodkości w KL? :)